Rafał Piotr Szymański

Blog

Kilka słów o mnie

Ekonomista, absolwent I Liceum Ogólnokształcącego w Jeleniej Górze i Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej.

Wychowany w tradycji patriotycznej. Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi za działalność na rzecz osób niepełnosprawnych.

Urodzony jeleniogórzanin, mieszkaniec Zabobrza.

Podziel się z innymi

| |

Parówki smoleńskie.

2020-02-10 10:21
Polska polityka coraz bardziej obniża loty. W czasach mediów społecznościowych każdy może zostać gwiazdą. Skoro śpiewać każdy może (trochę lepiej lub trochę gorzej), każdy może też występować w filmach na YouTube, dyskutować z prezydentem Dudą na Twitterze czy prezentować na Facebooku swoje przemyślenia dotyczące polityki, kulistości Ziemi czy "ideologii" LGBT. Ten showmański styl w polskiej polityce zapoczątkował Janusz Palikot brawurowo wymachując gumowym penisem i obrażając wszystkich dookoła. Jego odpowiedniczką po prawej stronie sceny politycznej jest Krystyna Pawłowicz, która porzuciła karierę lubianego przez studentów wykładowcy akademickiego na rzecz kariery bulteriera dobrej zmiany. Osoby wchodzące dopiero do polityki kopiują te najbardziej medialne osobowości. Jednak, aby przebić się przez internetowy szum potrzeba coraz mocniejszych bodźców. Media żyją skandalem więc kandydaci na mężów stanu zarzucają przeciwnikom zdradę Polski i kolaborację, kpią z religii i lżą narodowe świętości. Z roku na rok w polityce wzrasta więc poziom agresji, głupich zachowań nastawionych tylko na rozgłos i zwykłego chamstwa.

Co rok uczestniczę w obchodach rocznicy Katastrofy Smoleńskiej. Jak wielu Polaków dałem się oszukać, że ta straszna tragedia była spowodowana spiskiem Tuska i Putina, sztuczną mgłą czy bombą termobaryczną, a nie błędem ludzkim. Daleki jednak jestem od kpin z jej ofiar. Dlatego razi mnie posłanka Jachira swoim filmikiem o "parówkach smoleńskich" czy kandydat na urząd prezydenta RP, który zrównuje temat ekologii z narodową tragedią. O ile jednak każda partia jest gotowa trzymać w swoich szeregach skandalistę wykorzystując jego fame i licząc na dotarcie do bardziej radykalnego elektoratu to wykorzystanie tematu smoleńskiej brzozy przez pretendenta do najwyższego urzędu w państwie razi mnie o wiele bardziej niż "bób, humus i włoszczyzna" Jachiry.

Szymon Hołownia próbuje wejść do polityki drogą aktora i satyryka - Wołodymyra Zełenskiego - prezydenta Ukrainy, licząc na zmęczenie Polaków wojną polsko-polską. Jednak już pierwszy, szumnie zapowiadany spot wyborczy pokazuje totalny deficyt pomysłów, chaos i brak zdefiniowanej grupy docelowej. Hołownia usiłuje naśladować Patryka Jakiego udając ziomala z blokowiska, ale swoim nieprzemyślanym przekazem zniechęca do siebie zarówno elektorat katolicki, jak i liberalny. Nie ma też odwagi przyznać, że dał ciała, zwalając wszystko na członków sztabu i głupio tłumacząc, że nie wiedział, co jest w jego własnym materiale reklamowym. Nic więc dziwnego, że słowa oburzenia padają z ust polityków Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i PSL. Alternatywą dla autorytaryzmu PiS nie jest bowiem chłopczyk w bluzie z kapturem, ale rozważny polityk, który będzie w stanie stać się rozjemcą pośród zwaśnionych rodaków i zaproponować akceptowalną przez większość alternatywę.

Wśród poważnych kandydatów pierwszy raz od lat kampania prezydencka zapowiada się ciekawie. Faworyt sondaży Andrzej Duda zmierzy się prawdopodobnie w drugiej turze z uśmiechniętą Małgorzatą Kidawą-Błońską - być może pierwszą kobietą-prezydentem w historii Polski. Dobrze wypada też sympatyczny Robert Biedroń, który jednak poważnie nadużył zaufania wyborców nie dotrzymaną deklaracją oddania mandatu europosła. Władysław Kosiniak-Kamysz z kolei ma szansę przyciągnąć część umiarkowanej prawicy i konserwatywnych wyborców, którym bliskie są tradycyjne wartości, a którzy nie akceptują rewolucji PiS. Czarnym koniem prawicy jest Krzysztof Bosak - młody, błyskotliwy narodowiec, który może odebrać Andrzejowi Dudzie głosy potrzebne do zwycięstwa głośno mówiąc o ustawie 447, aborcji i wyjściu z Unii Europejskiej - tematach ważnych dla wyborców Prawa i Sprawiedliwości, lecz skwapliwie omijanych przez partię rządzącą. Start w wyborach prezydenckich zapowiada też Mirosław Piotrowski - pupil ojca Rydzyka, kojarzony z twardym elektoratem Antoniego Macierewicza.

W ostatnich wyborach, jak wielu Polaków zaufałem Andrzejowi Dudzie. Wydawał mi się pełen siły i charyzmy. Rzeczywistość pokazała jednak, że Jarosław Kaczyński dobrze wybrał kandydata, któremu wewnętrzne sondaże PiS dawały 14% poparcia. Andrzej Duda okazał się całkowicie zależny od Prezesa i pomimo zapowiedzi nigdy nawet nie próbował być prezydentem wszystkich Polaków. Nie miał dość jaj, by zablokować ustawę o IPN zwaną przez anglojęzyczne media "ustawą holokaustową", która otworzyła drzwi dla żydowskich roszczeń i zarzutów zaciemniania prawdy o Holokauście. Nie zrobił też nic, by stanąć na staży praworządności, a raczej stał się tubą nagonki na sędziów. Dlatego mam nadzieję, że w maju wybierzemy prezydenta, który powoli zacznie zasypywać dzielący nas rów nienawiści i sprawi, że pomimo różniących nas poglądów wciąż będziemy jednym narodem.


Komentarze

Rick @ 79.162.226.*

wysłany: 2020-02-10 12:26

Fajny tekst. Dobrze, że potrafi się Pan przyznać do błędu. To rzadka dziś cecha. Pozdrawiam.

[Rafał: Pozdrawiam serdecznie.]

do wyżej @ 83.30.153.*

wysłany: 2020-02-10 14:04

Nie ma błędu ,gdy jest oszustwo.Uczciwi dają się oszukiwać ,bo do głowy, by nikomu nie przyszło ,że Antonio jest stuknięty , a czy w sprawie katastrofy.sytuacji, stuknięty jest jego wódz ,oto jest pytanie?Katastrofa I OPOWIEŚCI O NIEJ pozwoliłY ,wygrać wybory?Dziś katastrofę zastąpiło sądownictwo . A SKUTKI jeszcze bardziej grożne,bo dotyczące każdego z nas.

Wieńczysław @ 5.173.254.*

wysłany: 2020-02-11 00:10

Szanowny Panie Szymański,

w swoim wpisie dotknął Pan bardzo istotnego i ciekawego tematu, mianowicie problemu kulistości Ziemi. Otóż jak wiadomo, jest taka grupa osób (najliczniejsza chyba w Stanach Zjednoczonych), która uważa, że Ziemia jest płaska. Co więcej, jest to grupa dość zorganizowana i na swoją główną tezę przedstawia rozmaite, pomysłowe dowody.

Pomimo tego, że trudno mi się kategorycznie zgodzić z tezą, iż Ziemia jako planeta jest płaska, tzn. że stanowi płaszczyznę w bliżej nieokreślony sposób rozpiętą w kosmosie, to jednak warto spojrzeć na ten problem z pewnym dystansem, choć to paradoksalnie właśnie z dystansu najlepiej widać kulistość Ziemi.

Przede wszystkim zadziwia mnie wcale nie to, że istnieją ludzie, którzy wierzą w płaskość Ziemi, ale to, że inne, o wiele groźniejsze przesądy, mity i bzdury cieszą się o wiele większym uznaniem i to także w środowisku "prawdziwych naukowców" oraz studentów renomowanych uniwersytetów. W internecie ostatnio głośne stało się nagranie sondy ulicznej przeprowadzonej wśród studentów amerykańskich uczelni, którzy głosili między innymi taką oto tezę, że jeżeli mężczyzna przedstawi się jako kobieta, to w zasadzie jest kobietą i należy traktować go jak kobietę (i odwrotnie). Niektórzy posuwali się do tego stopnia bezmyślności, że na pytanie "czy jeśli uznam, że jestem drzewem, to będę drzewem" odpowiadali twierdząco. Ci, którzy się z tym nie zgadzali, byli traktowani przez studentów w sposób niezwykle agresywny. Jest to oczywiście pokłosie modnych ostatnio na Zachodzie prądów "intelektualnych" z teorią gender i queer na czele, która lansuje ideę tzw. "performatywności płci" i wiele innych towarzyszących temu, dość oryginalnych, koncepcji antropologicznych. Nie miejsce tu na rozwijanie tego wątku - chciałbym jedynie podkreślić, że na tle innych budzących najwyższe zdumienie dla klasycznie wykształconego człowieka ideologii płaskoziemcy wydają się grupą dość sympatyczną. O ile mi wiadomo nie narzucają się nikomu, nie wdzierają się na uniwersytety, tworzą własne, dobrowolne, zamknięte stowarzyszenia, nie postulują tak głębokich zmian społecznych mających charakter swoistej społecznej inżynierii i choć twardo bronią swojego stanowiska, to nie wychodzą na ulice z postulatem zmian programów nauczania, a także nie nawołują do ograniczenia wolności słowa, by stłumić krytykę swojego środowiska.

Dlatego właśnie dziwi mnie, że to oni najczęściej są obiektem niewybrednych ataków ze strony "elit", także w Polsce. Zazwyczaj w wielu dyskusjach są podawani jako przykład głupoty, bezmyślności, zacietrzewienia i nieuctwa. Wydaje mi się, że biorąc pod uwagę to, jak niegroźne w sumie są to środowiska i że właściwie ich działalność - z czego pewnie sami zdają sobie sprawę - ma w gruncie rzeczy charakter satyryczny, spotyka ich krytyka niezasłużona. Może właśnie dlatego są obiektem tych ataków, że przekłuwają nadęty balon "poważnej nauki", która już nieraz skompromitowała się swoimi "naukowo udowodnionymi" tezami? Żeby było jasne: ja się interesuję nauką, bardzo szanuję naukowców, ale może dlatego, że znam trochę historię nauki i jej metodologię, to wiem, z jakim dystansem i sceptycyzmem należy podchodzić do tego, co potocznie zwie się "wiedzą naukową" (a przykładów na to znajdziemy wiele).

Dlatego też śmieszy mnie, gdy kolejny przedstawiciel "elity", czy to publicysta, dziennikarz, youtuber, chcąc poniżyć jakąś grupę w oczach swoich odbiorców, porównuje ich do "sekty płaskoziemców" albo do ludzi, którzy wierzą w Reptilian. Jest to naprawdę żenujące i ci ludzie powinni najpierw przeczytać jakąś książkę zanim zaczną śmiać się z Bogu ducha winnych "płaskoziemców". Co oni biedni im zawinili? Mam wrażenie, że niektórzy podczas różnego rodzaju dyskusji stosują zasadę "jestem mądry, bo nie wierzę w płaską Ziemię". To tak, jakbym stwierdził, że mogę się kompetentnie wypowiadać na temat łyżwiarstwa figurowego, ponieważ kiedyś założyłem łyżwy i się nie przewróciłem. Potrzeba jednak czegoś więcej, niż braku wiary w płaską Ziemię, żeby krytykować jakieś grupy społeczne czy poglądy za ich wstecznictwo czy niezgodność z faktami "naukowymi".

Ale wracając do meritum - krytycy "płaskoziemców" często wcale nie są od nich lepsi, bo np. twierdzą, że Ziemia jest kulą. A tymczasem Ziemia tak naprawdę jest elipsoidą obrotową, gdyż jej średnica pomiędzy biegunami jest mniejsza o ponad 40 km niż średnica równika. A jeszcze dokładniejszym przybliżeniem kształtu Ziemi jest określenie jej jako geoidy, choć określenie to nosi znamiona tautologii, tzn. Ziemia jest geoidą, czyli ma taki kształt, jaki ma (uwzględnia się tu po prostu ukształtowanie terenu na jej powierzchni).

Wydaje mi się, że należy też na ten problem spojrzeć z nieco innej strony. Mianowicie zaryzykowałbym tezę, iż Ziemia (a może bardziej ziemia - od małej litery) jest rzeczywiście płaska, ale w takim sensie, że jej płaskość jest szczególnym przypadkiem jej okrągłości i wypukłości. Na tej samej zasadzie, na jakiej mechanika klasyczna jest szczególnym przypadkiem mechaniki relatywistycznej (dla prędkości dużo niższych od prędkości światła), tak płaskość ziemi jest szczególnym przypadkiem i dobrym przybliżeniem jej okrągłości (dla niewielkich odległości, na skalę człowieka). Potwierdza to też nasze codzienne doświadczenie - wystarczy wyjrzeć za okno, by to stwierdzić.

Pojawia się tu bardzo ciekawy problem: jaki konkretnie wycinek (o jakich rozmiarach, o jakim promieniu) sfery można uznać w takich potocznych kategoriach za płaski? Chodzi zarówno o sferę ziemską, jak i ogólnie każdą sferę w matematyce. Od czego to właściwie zależy? Jakie tutaj należy przyjąć kryterium? Oczywiście żaden taki wycinek nie będzie nigdy płaski, tak jak fragment okręgu nigdy nie będzie odcinkiem, tylko krzywą, ale chodzi o potoczne, dostrzegalne dla obserwatora rozumienie "płaskości". Może zależy to np. właśnie od wysokości obserwatora, który stoi na tej powierzchni? Czyli płaskie jest koło zakreślone horyzontem widocznym przez człowieka (jeżeli pominiemy przeszkody terenowe). Wzór na odległość horyzontu od obserwatora jest znany:

d = sqrt(h(2R+h)), gdzie R to promień Ziemi, a h - wysokość obserwatora

Problem w tym, że wysoki obserwator dostrzeże kulistość Ziemi nawet w obrębie takiego wycinka sfery. Czy zatem prowadziłoby to nas do wniosku, że nie ma takiego uniwersalnego kryterium przejścia z "paradygmatu Arystotelesa" do "paradygmatu płaskoziemców"? Byłby to wniosek dość niepokojący.

Ale na szczęście geodeci, przynajmniej ci zajmujący się pomiarami zwykłych działek, sobie jakoś radzą bez uwzględniania kulistości Ziemi.

bu3las @ 176.114.236.*

wysłany: 2020-02-12 02:10

W naszej kotlinie widzę wklęsłość ziemi i muszę z tym dysonansem poznawczym żyć.

Mam nadzieję, że do godności prezydenta państwa nie zostanie wyniesiona pani Małgorzata. Straciłbym szacunek dla rodaków. Przecież to kobiecina z magla, powtarzająca "mądrości" tam zasłyszane. Bezrefleksyjna, pusta, uśmiechnięta słodka idiotka.

Mieliśmy Wałęsę człowieka z warsztatu. W nadzwyczajnych (ekstraordynaryjnych) warunkach na niego głosowałem w drugiej turze, by nie wygrał jakiś dziwoląg, człowiek znikąd, jakiś nieodgadniony fantom polityka Stan Tymiński. Potem za Prezydentem chodził tłumacz i wyjaśniał, co Prezydent miał na myśli, gdy coś powiedział. Przeczytać Lechu też nie bardzo umiał.

Panią Kidawę już dziś trzeba tłumaczyć, że mówiąc np. o mierzei co innego miała na myśli, niż werbalnie wyraziła. Tymczasem ta pani nie miała nic na myśli, bo po prostu nie ma własnych przemyśleń. Powtarza coś, co usłyszała w partyjnym maglu, a jedyną jej myślą przewodnią jest pchanie się na stołek, bo trafiła się okazja.

Lenin powiedział, że w komunizmie kucharki będą rządziły. Dosięgnie nas zemsta Lenina zza grobu?

Buniek @ 176.111.153.*

wysłany: 2020-02-12 12:19

Bardzo się cieszę z powrotu pana bu3las. Może coś o ekonomi czy inflacji napisze czyli będzie to co nasz gospodarz lubi. Wpis pana Wieńczysława o tym, że on uważa, że ziema jest błaska uważam za bezsensowny. Niby nie powinno mnie to obchodzić ale wyrzeczenie się Kopernika i faktu korzystania z telewizji satelitarnej jest słabym marketingiem politycznym.
Komentarz naszego gospodarza o parówkach smoleńskich i brzozie w kampani politycznej też nie jest na miejscu. Moim zdaniem sprawa kłamstwa dokonywanego przez polityków to sprawa poważna i powinna jak najbardziej poruszana. Od kłamstwa polityków zaczyna się zawsze zło. Pan Hołownia, jak i pani Jachira nie powinni przepraszać. Natomiast prokuratura i politycy którzy rozkopują groby by uzyskać poklask polityczny powinni być potępiani z całej mocy przez świadomych zagrożeń obywateli. Te groby to sygnał: nie cofniemy się przed niczym, nie uszanujemy żadnej świętości. Sprawa wykorzystania katastrofy w tak perfidny i podły sposób powinna istnieć w kampanii politycznej.
Panu bu3las nie podoba się kandydatka na prezydenta. Osobiście nic nie mam przeciwko temu by znany poseł, a nawet marszałek Sejmu w słusznym wieku został prezydentem. Zachowanie obecnego poraża infantylnością. Dla mieszkańca Jeleniej Góry fakt, iż pozwolił na to by limuzyna jeżdziła po szlakach turystycznych dla jego wygody. (Co oczywiście jak wszyscy wiedzą skończyło się spektakularnym kapciem i uszkodzeniem bardzo drogiego samochodu, kupionego za płacone przez nas podatki.), a ponadto, oraz jego zaniedbanie w przestrzeganiu procedur dotyczącących lotu prezydenta do Smoleńska, (które jako prawnik powinien wymuszać na pracownikach kancelarii), jak również i ostatnie spektakularne podpisanie "ustawy kagańcowej" zaraz po wizycie prezydenta Francji (co oczywiście spowodowało, że Francja poprosiła o ostatnią debatę w PE grożącą nam wstrzymaniu napływu środków unijnych, w tym na nasze lokalne potrzeby,) całkowicie moim zdaniem eliminuje tego pana z listy osób na które mógłbym oddać głos.
W temacie wyborów prezydenckich to uważam, że interpretacja Konstytucji wzmacniająca prezydenta i dająca tej osobie tak duże uprawnienia jako mechanizmu równoważenia władz zawiodła. Najbardziej zawinił obecny lokator pałacu prezydenckiego ale wszyscy poprzedni też nie byli bez winy. Zatem, mam nadzieję, że wybierzemy osobę mniej konfliktującą nas i korzystającą z okazji by nas skłócić. Obecny prezydent swoimi deklaracjami, że nie jest prezydentem wszystkich obywateli, a więc dba tylko o swoich (w tym przerwanie procesu karnego obecnego ministra (w sprawie fabrykowania dowodów winy - czyli kłamstwa), którego niby ułaskawił - chociaż wyrok nie zapadł , a sprawa konfliktu kompetencji w TK trwa, i trwa, i trwa...), oraz deklaracją, że UE jest wyimaginowana całkowicie eliminuje Go z listu osób uspokajających nastroje polityczne. Zatem inna osoba na tym stanowisku może spowodować, że panowie Widz, Wieńczysław i inni przestaną innych nazywać idiotami, debilami, itd.. i twierdzić, że Ziemia jest płaska. Tak by było lepiej, bo moglibyśmy pogadać o cenach wywozu śmieci i szambie w rzece Bóbr....

bu3las @ 176.114.236.*

wysłany: 2020-02-14 01:25

Cieszę się, że Pan Buniek się cieszy z mojego odezwania się. Więcej czytam papierowych nośników ostatnio, stąd brak czasu.

Idą wybory, postanowiłem więc rozejrzeć się, posłuchać co mówią na mieście. Jest dobrze, bo wszyscy mówią o wygranej Andrzeja Dudy. Wolałbym kogoś o postawie, aparycji Andrzeja Olechowskiego, gdyby nie był aferałem.

Pan Buniek będzie głosował na panią Małgorzatę, bo ona jest marszałkiem. To jest właśnie nieszczęście, że tacy mogą w Polsce być marszałkami. Tą panią postrzegam jako "słupa" wypchniętego do przodu przez cwaniaczków, którzy za jej plecami będą robić interesy. Po kolejnej aferze ona powie: no, ja jestem tylko kobietą. I przerzuci odpowiedzialność na wyborców - takąście mnie wybrali. Owszem, dobrze wygląda, urodą przypomina Sophię Loren, divę naszej młodości Panie Buniek, ale to za mało by być Prezydentem Polski. Takie kryterium nas ośmiesza.

Że złapał kapcia, to nie powinien być prezydentem... O co tu chodzi? Ale kupno francuskich Caracali nie dyskwalifikuje? - Oczywista afera. Wiązanie się z Francuzami, gdy mamy na pieńku z Rosją jest oczywistym nonsensem. Już szybciej ze Szwedami, którzy czują oddech Ruskich na plecach.

Real Politik @ 185.4.132.*

wysłany: 2020-02-14 08:47

Panie Buczylas. Czy obecnie urzędujący prezydent jest samodzielnym politykiem czy może owym "słupem", jak Pan to mało elegancko określił, prezesa wszystkich prezesów? Choć o urodzie nie powinno się dyskutować to wielu osobom straszej daty przypomina on swoją aparycją sympatycznego budowlańca z serialu "Czterdziestolatek", ganiającego w gumofilcach za inżynierem Karwowskim. Pani Kidawa-Błońska ze swą dojrzałą urodą wypada tu więc o wiele lepiej. Poza tym, jak napisał Pan Rafał, w tych wyborach jest jeszcze paru innych ciekawych zawodników, zarówno z prawa, jak i z lewa: Bosak, Kosiniak, Biedroń... Jest więc w czym wybierać, choć istotnie pani Małgorzata ma największe szanse.

Wieńczysław @ 5.173.232.*

wysłany: 2020-02-14 22:13

"Wpis pana Wieńczysława o tym, że on uważa, że ziema jest błaska"

Przecież nie napisałem, że uważam, że ziemia jest płaska! Dlaczego Pan kłamie?

"wyrzeczenie się Kopernika i faktu korzystania z telewizji satelitarnej"

Jakiego Kopernika? Pan jest naprawdę tak głupi, by uważać, że to Kopernik odkrył kulistość Ziemi? Przecież napisałem wyraźnie o "paradygmacie Arystotelesa", bo to on jest wymieniany najczęściej jako ten, który to zrobił (choć byli także inni starożytni filozofowie, którzy o tym wiedzieli).

Gdybym miał naśladować styl "światłych blogerów", to mógłbym się teraz rozwodzić długo o poziomie intelektualnym elektoratu największej partii opozycyjnej.

Wieńczysław @ 5.173.232.*

wysłany: 2020-02-15 13:17

"Fajny tekst. Dobrze, że potrafi się Pan przyznać do błędu. To rzadka dziś cecha. Pozdrawiam."

Ja też potrafię się przyznać do błędu. Otóż kiedyś, dawno temu, uważałem, że:
1. Prywatne jest zawsze lepsze od państwowego i należy wszystko sprywatyzować, zliberalizować, obniżyć podatki, a wszystko inne to socjalizm.
2. Osoby homoseksualne powinny być traktowane na równi z przedstawicielami innych "orientacji".

Chciałbym wszystkich Państwa bardzo przeprosić za to, że miałem i prezentowałem kiedyś takie poglądy (wprawdzie nie na jg24, ale na innych forach). To był bardzo duży błąd z mojej strony. Obiecuję, że nigdy się on już nie powtórzy.

[Rafał: Proszę w takim razie rzucić okiem, jak rząd zarządza państwowymi spółkami. Wartość rynkowa niższa niż wartość księgowa! https://businessinsider.com.pl/gielda/wiadomosci/pisowskie-spolki-na-gieldzie-rynek-wycenia-je-na-blisko-100-mld-pln-mniej-niz/h0fl66l]

Wieńczysław @ 5.173.232.*

wysłany: 2020-02-15 18:50

Szanowny Panie Szymański,

nie kwestionuję niczego, co jest napisane w tym artykule, bo nie mam do tego podstaw, natomiast nasuwają mi się tu pewne wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście podany przez Pana artykuł podważa zaproponowaną przeze mnie tezę (o tym, że NIE zawsze prywatne jest lepsze od państwowego i że trzeba koniecznie prywatyzować spółki). Mam nadzieję, że jako człowiek o wiele lepiej zapoznany z prawidłami ekonomii i śledzący na bieżąco wydarzenia ze świata gospodarki będzie Pan łaskaw odpowiedzieć na te wątpliwości.

1. W artykule są podane informacje o obniżeniu wartości rynkowej niektórych spółek państwowych "od początku tego roku" - gdyż "wartość księgowa jest aktualizowana raz na kwartał". Czy może to znaczne obniżenie nie ma charakteru sezonowego, jednorazowego? Jak kształtowała się wartość rynkowa i księgowa tych spółek wcześniej, począwszy od np. 2000 albo 2005 roku? Jak w tym czasie wyglądały te wartości dla innych dużych spółek giełdowych, prywatnych i państwowych? Wydaje mi się, że bez uwzględnienia tego kontekstu trudno jest ocenić opisywany w artykule fakt.

2. Dlaczego Pan sugeruje, że obniżenie wartości rynkowej nastąpiło wskutek "zarządzania spółkami przez rząd"? Nawet w artykule jest wspomniane o tym, że spółki spoza sektora energetycznego radzą sobie pod tym względem bardzo dobrze, np. "wycena PZU jest aż 2,2 razy większa niż wartość księgowa". Może, tak jak jest to częściowo wyjaśnione, wynika to ze specyfiki aktualnej sytuacji na polskim rynku energetyki?

3. Czy jest Pan przekonany o tym, że za najważniejsze kryterium oceny kondycji spółki należy uznać różnicę między wartością rynkową, a księgową? Czy nie ma ona większego znaczenia tylko wtedy, gdy znaczna część udziałów jest przeznaczona rzeczywiście na sprzedaż? Przecież i tak większość udziałów leży w rękach państwa. Czy nie należy uwzględnić także np. zysku operacyjnego, wzrostu przychodów, poziomu zadłużenia itd.? Z tego co wiem, kondycja PLL LOT, przeznaczonych na sprzedaż za rządów Tuska, jest o wiele lepsza. Np. w kwietniu 2015r. obiektywny tygodnik Newsweek informował:

https://www.newsweek.pl/polska/wynik-finansowy-lot-za-2014-rok/18s655y

"LOT po raz pierwszy od 7 lat osiągnął zysk z przewozu pasażerów. W roku 2014 na działalności podstawowej zarobił 99 mln zł."

Po raz pierwszy od 7 lat!

Natomiast po 3-4 latach rządów PiS:

https://www.rynek-lotniczy.pl/wiadomosci/lot-209-mln-zl-zysku-w-2018-w-tym-roku-ma-byc-podobnie-6441.html

Czy nie powinniśmy wziąć pod uwagę także tej strony medalu?

4. Nawet jeśli założymy, że obecnie w wyniku działalności rządu wyniki spółek są kiepskie, to czy dysponujemy jakimiś danymi porównawczymi pozwalającymi stwierdzić, że za rządów PO było lepiej?

5. Nawet jeśli założymy, że ogólnie zawsze te spółki były w złej kondycji, to czy na pewno byłyby w lepszej, gdyby zostały sprywatyzowane? Czy na pewno zawsze mamy tylko prywatyzować wszystkie spółki? Moim zdaniem byłoby to niezbyt mądre. Przecież prywatne spółki też często są źle zarządzane, też upadają. Prywatna spółka Solaris funkcjonowała nieźle, ale została sprzedana - czy na pewno była to mądra decyzja? Czy była to decyzja korzystna dla Polski? Czy kraje zachodnie prześcigają się w tym, kto ile sprywatyzował lub sprzedał, czy raczej chronią swój rynek i chronią pewne sektory przed wyprzedażą "w obce ręce"? Wydaje mi się, że jednak mądrze rządzone kraje stawiają na swoją własność i nie pozbywają się tak łatwo swoich aktywów. Takie myślenie jest dość krótkowzroczne - chwilowy spadek wartości spółki dla niektórych już oznacza impuls do tego, by prywatyzować. A może lepiej polepszyć zarządzanie, zreorganizować coś, wyprzedać tylko niepotrzebne aktywa, zrezygnować z nierentownych produktów i usług, a zainwestować w te perspektywiczne? Wydaje mi się, że istnieje tu szersze spektrum możliwych decyzji. Zwłaszcza w dobie wysoko rozwiniętej robotyzacji, automatyzacji i sztucznej inteligencji to właśnie własność, kapitał, a nie praca (nawet umysłowa, a tym bardziej fizyczna) będzie źródłem dochodów. Powinno nam więc zależeć na tym, żebyśmy posiadali jak najwięcej udziałów w firmach inwestujących w innowacyjne technologie (a z pewnością duże spółki SP do nich należą), a nie żeby były one nieustannie przekazywane z rąk do rąk.

Czy nie uważa Pan, że perspektywa, w której Polacy potrafią tylko pracować fizycznie w zagranicznych hipermarketach lub montować podzespoły w niemieckich fabrykach nie jest najciekawsza? Może lepiej, żeby Polacy byli właścicielami nie tylko salonów fryzjerskich i zakładów wulkanizacyjnych, ale także firm produkujących towary o wysokiej wartości dodanej?

[Rafał: Wyniki uzyskane przez "Chicago boys" w Ameryce Południowej wyraźnie pokazują przewagę wolnego rynku nad centralnym planowaniem, nawet w przypadku słabo rozwiniętych gospodarek. W Polsce już odczuwamy inflację i drożyznę, w dłuższej perspektywie skutki nakręcania koniunktury rozdawaniem pieniędzy będą bardziej dotkliwe.]

Wieńczysław @ 5.173.232.*

wysłany: 2020-02-15 20:04

No właśnie tego się obawiałem - ideologicznych ogólników i wielokrotnie powtarzanych frazesów, znanych od lat. Myślałem, że po Panu można się spodziewać więcej.

Na taką odpowiedź mogę użyć tylko argumentu pt. "A w Szwecji.." itd. Tak zwykle dyskutują ze sobą liberałowie z socjalistami. Jedni mówią o "wynikach" uzyskanych w Chile, a drudzy chwalą model skandynawski. Nie nudzi to Pana? Nie lepiej zająć się realną gospodarką?

Wieńczysław @ 5.173.232.*

wysłany: 2020-02-15 20:15

Oczywiście na takim poziomie ogólności mogę się zgodzić: gdybym miał do wyboru żyć w skrajnym libertarianizmie, czy w komunizmie, to wybrałbym oczywiście libertarianizm. Ale na szczęście nie stoimy przed takim wyborem. Powinniśmy wypracować własny model zrównoważonego rozwoju i społecznej gospodarki rynkowej i proszę nie kwestionować tych pojęć, bo Pan też używa takich zbitek pojęciowych jak np. "demokracja liberalna", których przydatność do opisu rzeczywistości jest wątpliwa.

Gospodarka to bardzo złożony mechanizm i właśnie dlatego ciekawe są prawdziwe tajniki jego funkcjonowania, a nie proste i w kółko powtarzane schematy ideologiczne.

[Rafał: Cóż, Polacy zawsze woleli Amerykę, niż Szwecję. Jest nawet takie polonijne powiedzonko: Ameryka jest dla byka, Kanada - dla dziada... Mój wybór to demokracja i wolny rynek, ale rozumiem, że ktoś może woleć wysokie podatki w zamian za równość. Tyle, że polski model nie ma nic wspólnego z socjaldemokracją, którą był Pan uprzejmy wspomnieć. Po co osobom o wysokich dochodach 500 plus (Pertu brał, milioner Vega bierze, kilku znanych polityków też)? Na waciki??? To nie jest ani polityka prorodzinna, ani socjalna, tylko głupie rozdawnictwo. Dajmy, ale tym, którzy naprawdę potrzebują.]

Widz @ 31.60.117.*

wysłany: 2020-02-15 20:51

Nie odpowiada Pan na pytania, tylko wali propagandowe ba aly. Taki z Pana ekonomista, jak... Ryszard Petru? PiSowska gospodarka upadła przecież już po roku? A może upadli na głowę ci, co to wieszczyli??? Takie polityczne samograje. Niech Pan czuwa nad ' przekazami dnia", teraz modniejszy niż " pisowski krach" jest Polexit! Czuwaj!!!

Wieńczysław @ 5.173.232.*

wysłany: 2020-02-15 22:30

" Po co osobom o wysokich dochodach 500 plus"

Wiceminister Bartosz Marczuk od początku to wyjaśniał, nie wiem czemu Pan się tym nie zainteresował.

Po pierwsze, gdyby zostało przyjęte jakieś kryterium dochodowe, to koszt sprawdzania tego, czy każdy beneficjent rzeczywiście spełnia określone warunki, byłby wyższy niż koszt 500+ przeznaczonego dla tych "bogatych". Czy to jest prawda - nie wiem, bo tego nie weryfikowałem, ale tak tłumaczy min. Marczuk. Mnie wydaje się to na pierwszy rzut oka dość prawdopodobne.

Po drugie, znowu zaczęłyby się absurdalne dyskusje, bo np. jeśliby został przyjęty jakiś próg wynoszący np. 3 000 zł na osobę w rodzinie, to różni "światli blogerzy" pisaliby wtedy o tym, że jakim prawem PiS ustalił taki próg? Dlaczego PiS uznaje, że bogaci są ci, co mają powyżej 3 000 zł? Przecież bogaci są ci, którzy dostają 100 000 zł, a ci co 3 000 to wcale nie są bogaci. Klangor byłby niesamowity, no bo dochodziłoby też do takich sytuacji, że np. para z pięciorgiem dzieci zarabiająca 20 900 zł (czyli niecałe 3000 zł na osobę) dostałaby dodatkowe 5x500 = 2500 zł, a para z jednym dzieckiem zarabiająca 9 100 zł (czyli ponad 3 000 na osobę) nie dostałaby nic.

Po trzecie, od początku program ten był pomyślany nie jako element polityki socjalnej, tylko instrument wsparcia rodziny, a jednym z głównych celów (choć nie jedynym) było podniesienie dzietności. Chodzi właśnie o to, że to 500 zł jest przeznaczane dla każdego, niezależnie od tego, czy jest bogaty, czy biedny. Po prostu jest to gratyfikacja dla tych, którzy zdecydowali się mieć dzieci. Moim zdaniem jest to akurat bardzo słuszne założenie. 500+ powinien dostawać również Pan Petru, jak i Pan Vega. Chodzi nie tylko o wsparcie finansowe, ale o pewnego rodzaju uhonorowanie, wyróżnienie tych ludzi przez państwo.

Określanie tego jako "głupie rozdawnictwo" przypomina mi narzekania Smerfa Marudy i jego słynne "JAK JA NIE CIERPIĘ...!" itd.

To jest właśnie, moim zdaniem, drugi, wartościowy, pozytywny element tego programu, tzn. właśnie owo "rozdawnictwo", czyli fakt, że program ten stanowi efektywne obniżenie podatków z jednoczesnym premiowaniem dzietności. Po prostu te pieniądze są obywatelom oddane z powrotem, czyli to tak, jak byśmy obniżyli podatki, co jest aspektem przez niektórych liberałów pochwalanym (np. przez Roberta Gwiazdowskiego). Przy czym gdybyśmy tylko obniżyli podatki, to mogłoby znowu dojść do niefajnej sytuacji, kiedy:
- warszawski gej z korporacji zarabia 10 000 zł
- ojciec utrzymujący 4-osobową rodzinę w małym miasteczku zarabia 6 000 zł

I Pan twierdzi, że lepsze byłoby, gdyby obniżyć obu PIT np. z 18 do 10%? Może lepiej zainwestować trochę w tę trójkę dzieci, może któreś z nich zostanie jakimś profesorem, wynalazcą, przedsiębiorcą?

Niemniej jednak, moja ocena tego programu jest raczej neutralna. Od początku wątpiłem, że doprowadzi to do jakiegoś skokowego wzrostu demograficznego. Minister Marczuk powoływał się tu wprawdzie na badania, które mówiły, że przeszkodą dla rodzin w decydowaniu się na 2 dziecko jest sytuacja materialna, jednakowoż ja sądzę, że przyczyny zapaści demograficznej wśród rdzennych mieszkańców Europy są inne, a mianowicie:
- konsumpcyjny styl życia
- egoizm
- strach

Ludzie szukają uciech, przygód i przyjemności, wolą kupić nowego smartfona, wybrać się na wczasy, kupić samochód, chcą mieć święty spokój i czerpać z życia, aniżeli poświęcać czas na trudy opieki nad dzieckiem. Żyją także w wiecznej niestabilności życiowej, która generuje strach. Nie są pewni tego, czy nie stracą pracy, źródeł utrzymania, partnera życiowego, czy nie będą zmuszeni do przeprowadzki, czy nie nastąpi jakiś kataklizm, czy nie zachorują na raka, czy nie dojdzie do wojny, epidemii lub katastrofy klimatycznej, albo czy ich potencjalne przyszłe dziecko na pewno będzie szczęśliwe lub czy podołają trudom rodzicielstwa? Tego wszystkiego się boją, dlatego odwlekają tę decyzję.

A kiedyś ludzie się tak nie bali, nawet pod straszliwą okupacją niemiecką czy pod rządami stalinowskimi wiedzieli, że najważniejsze jest życie i rodzina, że nie ma się co bać, trzeba być odważnym.

Trzeba przyznać, że marna jest ta dzisiejsza kondycja duchowa człowieka. Nastały czasy totalnej bezmyślności, nieodpowiedzialności, głupoty, wiecznego infantylizmu i nihilizmu.

Efekt jest taki jak w niedawnym słynnym artykule Onetu:

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/milosc-w-czasach-zarazy/nbqxxwm

Bardzo polecam ten artykuł, naprawdę warto się nad nim pochylić, zastanowić, przemyśleć. Myślę, że nawet dla Pana Szymańskiego mógłby stać się kanwą nowego wpisu na blogu, do napisania którego gorąco zachęcam, bo może rozwinie się kolejna, ciekawa dyskusja, której w tej chwili nie chciałbym zaczynać w tym miejscu.

Pozdrawiam.

[Rafał: Czytałem felieton, który chce Pan poddać dyskusji. Jest przerażający. Badania pokazują, że 70% osób nieheteronormatywnych ma myśli samobójcze, 50% objawy depresji. Właśnie, by przeciwdziałać takim tragediom Warszawa wprowadziła kartę LGBT. Nie po to, by infekować młode umysły "ideologią LGBT", ale by zapewnić ochronę i pomoc tym, którzy tacy się urodzili. Pozdrawiam.]

Buniek @ 176.111.153.*

wysłany: 2020-02-16 17:52

Czytanie bloga i pisanie tekstów jest dobrą metodą wyrabiania sobie opinii w jakiejś sprawie, ale tylko wtedy gdy istnieje sprawa, która jest ważna dla dyskutantów, bo każdy może zwrócić uwagę na jakiś aspekt i opinię ma się wtedy skonsultowaną w większym gronie. Pan Rafał miał za złe politykom, że innym politykom świństwa wypomnieli, i że sprawa zbyt poważna by świństwa przyćmiły sprawę. Napisałem, że świństwo to świństwo i że zawsze trzeba potępiać. Niestety, temat znikł.
Nie wiem dlaczego pan Wieńczysław napisał tekst o płaskości ziemi. Napisałem: "Wpis ..., że "ziema jest błaska" uważam za bezsensowny. Co znaczy "ziema" i co znaczy "błaska"? Dla mnie to bełkot - ale krótki! Niestety, dla pana Wieńczysława to powód by wyzywać sąsiada: "Pan kłamie" i "Pan jest naprawdę tak głupi". Jakież to normalne w czasach Podłości i Skundlenia.
Wybory będą w maju i pan bu3las napisał, że ma być tak jak jest. Otóż panie bu3las dla mnie jest źle. Kłamstwa i pogarda non stop (TKM), a jak ktoś się odezwie to albo wyzwiska albo straszenie, że do psychuszki odeślą. Z drugiej strony jest szansa na zmianę bo ludzie na drzwiach piszą K.M.B. Dla mnie to sygnał, że chcą Kidawę Małgorzatę. W telewizji widziałem też napis Wybory 2020 Panu Andrzejowi Dziękujemy ale napisany tak: "WyPAD2020" oraz "Anżeja mam w nosie głosuję na Gosię".
Na blogach niestety tematy lokalne zanikły i tylko te krajowe żyją i ludzie się wyzywają. Zatem napiszę coś lokalnego ale w kontekście wyborów.
Kilka lat temu w gazecie lokalnej przeczytałem, że szambo rzeką płynie w naszej krainie, a papiernie stoją obok w ruinie. Później były wybory i wygrał pomysł chory, żeby zamiast temu zaradzić tylko się wciąż wadzić. Konstytucję podeptano, po 500 dano i wybory wygrano. Papiernię w Jeleniej sprzedano i rozebrano. Te co pozostały u Sasina wciąż straszy ruina.
W związku z wyborami, może ktoś z czytelników tego bloga, zapyta Kandydata tak związanego z obecną władzą: Dlaczego nic się przez te lata gdy rządził nie zmieniło w tym zakresie? No i może sprawę śmieci ktoś poruszy?
We wrześniu 2019 r. papiernie i zakłady przetwarzające makulaturę płaciły ok. 250 zł za tonę papieru i tektury. Dziś, kilka miesięcy później, te same firmy żądają już dopłaty 250 zł.
Przedstawiciel MPO powiedział tak: Jeszcze gorzej jest z folią. – W czerwcu 2017 r. płacili nam 380 zł za tonę. Dwa miesiące później cena spadła do 10 zł. Od 2018 r. wahała się od 10 zł do 1 gr. za tonę. A od 2019 r. to my dopłacamy 280 zł za tonę folii, by ktoś ją w ogóle wziął.
Podobnie ma się sytuacja z oponami. W 2015 r. sprzedawano je za 55 zł za tonę. W zeszłym roku trzeba było dopłacić średnio 380 zł, żeby ktoś je odebrał. Dziś jest to już ponad 500 zł.
Sprawa kosztów wywozu śmieci jest sprawą systemową i zależną od polityki krajowej, a nie lokalnej. Tak jak ruiny papierni i szambo w rzece. Wybory to jedyny okres gdy politycy udają, że z obywatelami rozmawiają. Niestety, przez takich jak Widz, Wieńczysław i bu3las teraz strach pytać rządzącego polityka. Ale panowie, przecież może po takim pytaniu by się coś zmieniło na lepsze!
Kiedyś czytałem bloga pana Józefa Pawłowskiego, który poszedł na spotkanie z politykiem PISu. Ma szczęście, że go tylko wyzywali. Wtedy podeszły wiek pana Józefa oraz interwencja radnej PIS ochroniły go przed skutkami rękoczynów rozwydrzonych i ośmielonych bezkarnością zwolenników partii rządzącej (patrz Radom, Katowice, itd..). Ja na pewno tam się nie wybiorę. Ale może ktoś się odważy i zadanie pytanie, bo dla takich z Warszawy załatwienie takiej sprawy to pryszcz.
Jeden telefon : "Sasin sprzedaj te ruiny tych papierni koło Jeleniej Góry choćby za złotówkę, bo mnie na konwencji NASI o to proszą" i może nawet do maja byłaby decyzja i coś by się ruszyło. Pan Wieńczysław uważa, że państwowe jak jest państwowe to ma być państwowe nawet w ruinie. Ale panie Wieńczysławie, te papiernie jeleniogórskie: na Zabobrzu i na Osiedlu Robotniczym, po sprywatyzowaniu nie straszą i coś się tam dzieje, a te opisywane ostatnio w naszych gazetach to tylko wstyd nam wszystkim przynoszą.
Pan bu3las pytał: "Że złapał kapcia, to nie powinien być prezydentem... O co tu chodzi? Ale kupno francuskich Caracali nie dyskwalifikuje?”
Otóż panie bu3las, teraz jest moda na snucie teorii (pan tak zrobił), no to i ja. Podobno limuzyna zjechała z asfaltu i jechała w Karpaczu po bruku ale oczywiście teoria jeżdżenia limuzyną po szlakach turystycznych jest sprawą lokalną i dlatego można napisać tak:
Wtedy przez dezynwolturę
rozwalono drogą furę.
Kto nieszczęście spowodował
i be-em-kę zdezelował?
To prezydent - nasz krajowy
co to zamiast użyć głowy
wolał ulec swej zachciance
poszusować se na ściance.
Limuzynę co opony ma szosowe
wysłał w drogi wielce chusteczkowe
Jaki morał z tego pada?
Nie głosować już na PADa
Bo znów coś wykombinuje
i znów coś nam zdemoluje!
Gdy Kidawę wybierzemy
Wiele rzeczy się dowiemy.
Konstytucję nam przywróci,
zaufanie do władz wróci!
Panie bu3las niech pan wyjaśni o co chodzi z Caracalem? Moim zdaniem sprawa jest czysta. Wojsk mamy kilka rodzajów. Wojska Lądowe potrzebują śmigłowców transportowych. Rozpisano przetarg i uzyskano offset. Ponieważ partia opozycyjna krytykowała, to kontraktu nie podpisano i pozostawiono sprawę następcom. Co się stało dalej? Projekt kontraktu z szumem podarto i ŻADNYCH helikopterów transportowych nie kupiono ale forsę wydano na zakupy z wolnej ręki i ŻADNYCH przetargów nie było.
Ironią jest to, że umowy podpisują żołnierze, a politycy umywają ręce. W ten sposób zakupiono kilka helikopterów i samoloty do wożenia polityków. Skandalem jest to, że nowe samoloty po zakupie stały, bo nie było pilotów. Zatem był czas by rozpisać przetargi i starać się o offset. Jednocześnie z powodu braku kasy zdemolowano F-16, bo nie kupowano części i zabrakło na remonty. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ przy zakupie bez przetargu istnieje podejrzenie, że decydent zadecydował, bo dostał łapówkę, a podczas przetargu KONKURENCI pilnują żeby to nie łapówki, a wymogi były podstawą decyzji. Dlaczego części zamiennych nie kupowano? Tu też łapówka może być wyjaśnieniem. Producent przy zakupie części zamiennych nie oferuje łapówek więc ich nie kupowano i już.
Mafie „watoskie” i „karakalowe” to teorie podobne do tej łapówkarskiej. Niemniej jednak, obecna prokuratura nie mając „swoich sędziów” nikomu zarzutów nie postawiła. Zachodzi podejrzenie, że gdy już neo-TK orzeknie zgodność z Konstytucją prawa „kota prezesa” do zostania senatorem (jak wiadomo koń już był) i neo-KRS wraz z neo-SN zapewnią produkcję „swoich sędziów” ci mogą kogoś jednak wsadzić. Tylko, czy to będzie po tylu latach wiarygodne?
Znając skłonność obecnych władz do kłamstw ja im nie ufam i jeszcze raz powtórzę: gdy Kidawę wybierzemy, wiele rzeczy się dowiemy! Dlatego, choćby z czystej ciekawości warto nie wybierać obecnego prezydenta na kolejną kadencję.

Wieńczysław @ 5.173.232.*

wysłany: 2020-02-16 18:20

"Badania pokazują, że 70% osób nieheteronormatywnych ma myśli samobójcze"

Tylko tyle? Myślałem, że 100% osób "nieheteronormatywnych" (to określenie będzie można stosować jeszcze przez kilka lat, dopóki nie stanie się "homofobiczne") ma myśli samobójcze i depresję.

Nie chciałbym znowu zasypać forum jakimś długim wywodem, dlatego odniosę się na razie tylko do tego, co Pan teraz napisał, choć na temat samego artykułu mógłbym napisać komentarz 2X dłuższy niż sam ten artykuł. Wspomnę tylko tytułem ogólnej refleksji, że problematyka rewolucji światopoglądowej jest dla mnie interesująca nie tyle ze względu na temat homoseksualizmu, zmian obyczajowych itd. (bo sam nie mam nic z tym wspólnego), ale z powodu motywacji poszczególnych ludzi i typu argumentacji, który używają dla uzasadnienia swojego poparcia dla tych zmian. Jest to zatem ciekawe z powodów, rzekłbym, "heurystycznych". Mam bowiem takie wrażenie, że często w dyskusjach na te tematy przejawia się całkowita bezmyślność, nieodpowiedzialność i brak logiki.

Pan twierdzi, że "karta LGBT" została wprowadzona po to, by "by zapewnić ochronę i pomoc tym, którzy tacy się urodzili."

I już takie jedno stwierdzenie może otworzyć nam pole do szerokiej dyskusji. Pomijając kwestię tego, czy rzeczywiście oni po prostu "tacy się urodzili" (w wielu przypadkach jest to mocno wątpliwe!), to chciałbym zapytać Pana, w jaki sposób Karta podpisana przez Trzaskowskiego miałaby realizować ten cel?

Mamy konkretny przykład, ten opisany w artykule. 15-letnia dziewczynka, Wiktoria, popełnia samobójstwo w wyniku... no właśnie, w wyniku czego? I w jaki sposób Karta LGBT miałaby jej pomóc? Owszem, zakłada ona utworzenie dodatkowych instytucji, które pomagają takim osobom. Nie ma problemu, jeśli takie instytucje rzeczywiście komuś by pomogły i pozwoliły uratować życie! Jak najbardziej jest to OK, ale chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy:

1. https://www.wprost.pl/kraj/10217699/transplciowa-dzialaczka-popelnila-samobojstwo-rzucila-sie-z-mostu-w-warszawie.html

Transseksualna dziewczyna skoczyła z mostu mimo że była częścią środowiska LGBT i działała w jednej z organizacji, a także korzystała z pomocy terapeutycznej. Co więcej, w swoim ostatnim liście to właśnie terapeutów (a nie biskupów albo Kaczyńskiego!) oskarżała o swoją sytuację. Może przyczyna leży więc gdzie indziej, aniżeli w braku jakichś instytucji, albo w niedostatecznej rozbudowie ośrodków związanych z ruchem LGBT?

2. Ta dziewczynka, Wiktoria, bohaterka artykułu - czy ona była osobą transseksualną?

Wie Pan, tak się składa, że np. Pan Kucharski często nawołuje do tego, aby, jak on to pisze, "MYŚLEĆ", tzn. "czytać także to, co między literkami" oraz analizować. Wziąłem sobie do serca tę radę i analizuję. Prześledziłem tę historię i wychodzi na to, że:

1. We wrześniu 2017 Wiktoria ma 13 lat i idzie do nowej szkoły. Jest tam prześladowana, ale UWAGA! - nie z powodu jakiejś orientacji czy transseksualizmu, ale:

"Wiktoria jest typem wrażliwca, ma artystyczną duszę. Na przerwach zamiast kręcić snapy lub rozrabiać z innymi dziećmi, czyta książki. W czasie lekcji rysuje mangę. Wolny czas spędza na montowaniu filmików anime. Co tu gadać, tacy jak ona już po kilku tygodniach mają w klasie przechlapane. Od dzieci najczęściej słyszy: „co tam, mangoz****?”. Widzi szydercze uśmiechy na każdym kroku."

Czy Pan nie dostrzega w tym jakiegoś nonsensu? Przecież "artystyczna dusza", czytanie książek i rysowanie mangi to typowe zajęcia nastolatki. Wiele dzieci interesuje się japońskimi komiksami! Dlaczego niby miałaby być za to akurat przezywana? Czy tutaj nie zostało coś pominięte? Ale załóżmy nawet, że nie, że to prawdziwe powody prześladowań. Rozumiem, że może to stanowić przyczynę myśli samobójczych. Ale czy to stanowi powód do tego, by chcieć zmienić płeć? Czy Pan potrafi to wyjaśnić?

2. Czerwiec 2018 - Wiktoria trafia do szpitala psychiatrycznego.

W jaki sposób tam trafia?

"Wiktoria jest tu po raz pierwszy. Julka – koleżanka, której w szkole zwierzyła się z myśli samobójczych – dała znać wychowawczyni. Ta powiadomiła mamę Wiktorii, a szkolna psycholog poradziła konsultację z psychiatrą. Dlatego Wiktoria trafiła do Józefowa."

No proszę, i co się okazuje? Że pobyt w szpitalu nie spowodował "powrotu do zdrowia" i żadnej poprawy, tylko dalsze problemy i w konsekwencji samobójstwo. A przecież "pisowcy" i zacofane kołtuny od dawna mówią, żeby nie ufać psychologom. I taki psycholog szkolny lub psychiatra też powinien zdawać sobie sprawę z tego, jaka jest sytuacja w szpitalach, że są przepełnione, że tak naprawdę często są lekarstwem gorszym od choroby. Ale liberalne media oraz powtarzające z nimi lemingi mówią co innego, mianowicie w każdym programie śniadaniowym gdy poruszany jest jakiś problem psychologiczny, np. związany z depresją, to pierwszą radą, jaką mają dla nas ci "eksperci" jest: idź do psychologa, idź do psychiatry, on ci pomoże. Jest ci smutno, jest ci źle - idź do psychiatry, on ci przepisze jakieś tabletki i zaraz będzie ci lepiej.

3. Listopad 2018 - Wiktoria chce zostać Wiktorem

Ale właściwie dlaczego - tego artykuł nie wyjaśnia.

Na wieść o tym, że Wiktoria chce zmienić płeć, jej matka oczywiście - jak każda bezmyślna kobieta (zwłaszcza jeśli jest dodatkowo zideologizowana przez TVN), która "chce tylko dobrze dla swojego dziecka" zgadza się na to:

"Po prostu przyszła do mnie i mi to powiedziała. Że nie czuje się dziewczynką, tylko chłopcem. Przytuliłam ją. Zapewniłam, że dla mnie liczy się tylko to, żeby była szczęśliwa. Ale tak naprawdę zamartwiałam się cały czas. Nie tym, że podjęła taką decyzję, tylko tym, ile cierpienia ją jeszcze czeka."

No i nic dziwnego, bo trzeba mieć IQ poniżej 50 żeby nie przewidzieć, że przebieranie się za chłopca wywoła jeszcze dodatkową falę hejtu.

Co oczywiście był w stanie przewidzieć nieobecny dotychczas ojciec, który skwitował to krótkim żołnierskim: "chyba ją popier…o”.

No i efekt:

"Dla kolegów nadal jest „mangozjebem”, ale teraz także „ciotą” i „pedałem”. Klasowa grupa na Facebooku służy głównie do wyśmiewania się z niego."

(A to ciekawa sprawa z tą grupą na Facebooku, bo jak zacofane pisowskie kołtuny mówiły, żeby nie dawać ot, tak po prostu dzieciom do ręki dostępu do Internetu, a niektórzy księża widzieli w tym "dzieło Szatana" to nowoczesne lemingi odpowiadały gargantuicznym śmiechem: haha, ale jak to tak - bać się technologii, bać się Internetu, przecież Internet to przyszłość, przecież to nic złego, jeśli dzieci będą się komunikować zdalnie!)

Jaki był zatem sens spełniania idiotycznych zachcianek dziecka? Dziewczynkę należało wychowywać jak dziewczynkę, a nie przebierać ją za chłopca. Nawet jeśli miała jakieś męskie cechy - co się przecież nieraz zdarza, np. rysy twarzy - to jeszcze nie stanowi powodu do żadnej "zmiany płci".

W artykule właściwie nie ma dostatecznego wyjaśnienia, co spowodowało chęć "zmiany płci". A powody do prześladowań wydają mi się dość miałkie. O ile pamiętam, w szkole we wszystkich klasach, w których byłem, miało miejsce takie czy inne "prześladowanie". Ale chyba największe o podłożu LGBT miało miejsce w "elitarnym liceum", gdzie było dwóch kolegów, których podejrzewaliśmy o odmienne skłonności. Ale najbardziej ich wyśmiewali wcale nie ci, którzy mieli prawicowe poglądy. Ja np. rzadko w ogóle z nimi rozmawiałem. Robili to głównie ci, którzy należeli do tzw. "klasowej elity" - dzieci z tzw. dobrych domów, mających bogatych rodziców. Wątpię, czy dzisiaj oni głosują na PiS, myślę, że wręcz przeciwnie.

Jednak w zasadzie to nie "LGBT" jest najczęstszą przyczyną takiego typowego, szkolnego prześladowania - raczej każda inna odmienność, słabość, chorowitość, skrajność. Wydaje mi się, że dopóki nie przeistacza się to w jakąś nienawiść i przemoc, to w zasadzie jest to dość normalne. W życiu dorosłym ludzie zachowują już więcej tolerancji na takie odmienności, ale to tylko dlatego, że stają się one mniej istotne. Są zastępowane rywalizacją o interesy, wpływy, pieniądze, pozycję.

Myślę, że ta dziewczynka, Wiktoria, mogłaby wyrosnąć na normalną, piękną dziewczynę, gdyby była wychowywana w sposób normalny: tzn. jak dziewczyna, przez normalną rodzinę, a nie bez ojca, który sp****ił chwilę po jej narodzeniu.

Rozwiązaniem takich problemów nie są instytucje, lecz wartości, tzn. normalne, klasyczne, tradycyjne wychowanie oraz DYSCYPLINA!

A tak na marginesie: choć wydaje mi się to dziwne, że akurat w tej klasie japońskie komiksy nie były tolerowane i rozumiem też, że trudno byłoby to całkowicie zakazać, to jednak jedno jest dla mnie pewne: dzieci byłyby wobec siebie bardziej w porządku i takich przypadków byłoby mniej, gdyby dzieci były przynajmniej pod kilkoma względami równe wobec siebie, gdyby ich wychowano w jakimś jednolitym środowisku kulturowym, a nie stawiano na "różnorodność". To właśnie "wolność" i "różnorodność" powoduje takie problemy, bo zawsze prowadzi to do konfliktów.

bu3las @ 176.114.236.*

wysłany: 2020-02-17 04:06

Przeglądałem ten artykuł i doszedłem do wniosku, że głównym nieszczęściem tej dziewczynki była rozbita rodzina. Brak stabilności emocjonalnej, a dziecko wrażliwe, okres pokwitania, matka też prawdopodobnie rozchwiana emocjonalnie.

Ale artykuł z gotową tezą. Gdyby Polska była inna... A podobno najwięcej bitych kobiet jest w dzielnicy lemingów, na Wilanowie.

Dziecku trzeba dać stabilny dom, stabilny system wartości. To jest podstawa.

soclib @ 77.252.60.*

wysłany: 2020-02-17 19:14

W niedzielę powstał nowy odłam chrześcijaństwa . Objawili się nowi apostołowie , nowy prorok i zbawca .
Piślactwo nic nowego nie wymyślili tylko przeflancowali metody Konstantyna .To jest groźne dla nas.
Oglądając wczorajsze występy na konwencji PISu widziałem w ich oczach STRACH ,strach co się stanie kiedy upadnie ich władza.
Drugim przegranym będzie kościół katolicki ,już dziś wiadomości podają o wystąpieniach księży z kapłaństwa, coraz mniej alumnów, kurczą się zakony żeńskie.
Na nic się zda klątwa Jędraszewskiego bo My nie wierzymy w takie bzdety.

Wieńczysław @ 5.173.232.*

wysłany: 2020-02-17 23:59

Nadzieja, iż instytucje powołane do życia przez ruch LGBT poprawią los przedstawicieli mniejszości seksualnych przypomina wiarę komunistów w to, że rewolucja proletariacka poprawi los robotników.

Tina @ 109.70.100.*

wysłany: 2020-02-18 12:14

Mamy pierwszego sędziego w Jeleniej Górze, który padł ofiarą ustawy kagańcowej! https://wiadomosci.wp.pl/listy-poparcia-do-krs-zarzuty-dyscyplinarne-za-zadanie-pytania-6479782789634177a

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: